Dzienniki Motocyklowe: Włamanie Się Na Najnowszą Autostradę Patagonii

Odkąd po raz pierwszy usłyszałem o Trasie Siedmiu Jezior, drodze, która przecina spektakularny kraj narciarski południowych Andów i krąży wokół siedmiu jezior, miałem ochotę jechać. Po około biurokratycznych opóźnieniach 20 ten długi na 120 odcinek drogi krajowej 40 został ostatecznie całkowicie utwardzony w czerwcu zeszłego roku i jest teraz otwarty dla pojazdów innych niż 4 x 4 - w tym motocykli. Pomysł na lutową podróż motocyklem przez dramatyczne krajobrazy Patagonii, zaplanowaną na lato na półkuli południowej, zachęcił grupę dziewięciu przyjaciół - od tych, którzy nigdy nie byli na motocyklu, po entuzjastów, którzy regularnie latają z hełmem jako kontynuacja - z Buenos Aires, Hondurasu, Irlandii i USA Zaczęliśmy nazywać siebie gangiem motocyklowym, chociaż tylko dwóch z nas miało jakieś prawdziwe doświadczenie. To był mój pierwszy raz na rowerze, ale spędziłem cztery lata na skuterze w Sajgonie i byłem pewien, że dam sobie radę. To okazało się (przeważnie) prawdą.

© Javier Pierini

Dzień 1: Lot

Z Buenos Aires polecieliśmy na południe do San Carlos de Bariloche, który zimą staje się mekką narciarską i snowboardową, na brzegu jeziora Nahuel Huapi. Tutaj spotkaliśmy się z Carlosem Legarią i Patricią Schneider, gościnną parą, której firma zajmująca się organizacją wycieczek, Enduro Austral, dostarczyła nam rowery, kaski, kurtki i rękawiczki - a także wykonała bardzo niezbędną usługę śledzenia nas ciężarówką i przyczepą w przypadku katastrofy. Po godzinie ćwiczenia zmiany biegów i hamowania, ruszamy w drogę: powoli i kołysząc się, ale płynnie, nasze sześć motocykli wypłynęło z miasta w kierunku Trasy Siedmiu Jezior.

Pod jasnym błękitnym niebem zjechaliśmy na kamieniste brzegi Nahuel Huapi. Było słonecznie, ale nie ciepło; Argentyńscy podróżnicy leżeli na brzegu w bikini i wełnianych czapkach. Stąd rozpoczęliśmy jazdę 50 milą wokół jeziora, odcinka autostrady otoczonego cyprysami, sosnami i rodzimymi drzewami kojonowymi. Za każdym razem, gdy zatrzymywaliśmy się na widoki, zdjęcia i wytchnienie dla naszych nerwów, Patricia wyciągała termos z gorącą wodą i kubek maty yerba, paliwa z regionu R? O de la Plata. „Och, spójrz, kondor” - powiedział ktoś, gdy wpatrywaliśmy się w ptaka w oddali. Ostatecznie stanie się kondorem, gdy historia zostanie powtórzona, chociaż było zbyt daleko, aby zobaczyć więcej niż zarys. Natychmiast nazwaliśmy naszą grupę „Lot kondorów.

© Javier Pierini

Naładowaliśmy espresso na brzegu zatoki Manzano, w kurorcie przypominającym nam Kellermana w Dirty Dancing- z nastolatkami wyskakujących z doku do wody - a następnie kontynuował w kierunku Villa (wyraźne vee-sha, po argentyńsku) La Angostura, gdzie z wdzięcznością zsiedliśmy z rowerów na parkingu El Mercado. Ten nowy, wielofunkcyjny kompleks łączy czyste i przestronne apartamenty do wynajęcia z restauracjami, barami, a nawet małym lodowiskiem. Główna ulica miasta była pełna kiczowatych sklepików w stylu domków z bali sprzedających ręcznie robione czekoladki. Podczas kolacji w Nicoletto, inni początkujący motocykle i ja byliśmy zachwyceni, że udało nam się przetrwać pierwszy dzień bez kontuzji, śmiejąc się, rzucając stereotypowe pojęcia, takie jak „potrzeba prędkości” i „otwarte”. Doświadczeni kierowcy powstrzymali się od przewracając oczami, zamiast tego zwracając uwagę na czubate talerze domowego makaronu, który jest jednym z najlepszych spuścizny włoskiej migracji do Argentyny.

© Javier Pierini

Dzień 2: To the Shores

Gdy rano ruszyliśmy na północ, poczułem się pewniej na rowerze. Wracając na trasę, wciągnęłam powietrze do hełmu. Przede mną było jezioro z niewiarygodnie czystą wodą zmieszaną przez wiatr z małymi białymi czapami, poparte pozornie niekończącymi się górami. To wszystko, co mogłem zrobić, aby nie spuszczać wzroku z drogi. Po około godzinie zatrzymaliśmy się na polnej drodze pokrytej popiołem, który pozostał po wybuchu wulkanu Puyehue-Cord? N Caulle w Chile pięć lat temu. Pukając białą kierownicą, szczególnie na odcinkach zjazdowych, gdzie wydawało się, że motocykl może w każdej chwili poślizgnąć się i upaść, trudno było docenić widoki. Ale nasze przybycie do Lake Traful sprawiło, że było warto (plus satysfakcja z tego, że Carlos powiedział mi, że to była ostatnia część mojego treningu na motocyklach). Brzegi tego jeziora o powierzchni 30-mil kwadratowych to oszałamiający turkus, który w Argentynie faktycznie ma kolor nazwany jego imieniem, azul Traful. Zatrzymaliśmy się na lunch, wszyscy z 11 tłoczyli się wokół drewnianego stołu nad jeziorem i spędziliśmy czas rozmawiając z małym chłopcem, który łowił ryby, bezskutecznie, ale z wielkim entuzjazmem. Droga powrotna do autostrady była zaludniona ludźmi obozującymi wzdłuż skalistych brzegów jeziora i zapachem lunchu asados (grille) zmieszane z zapachem sosny w powietrzu.

© Javier Pierini

Bardziej asertywni teraz, kiedy udało nam się trochę jeździć w terenie, przyspieszyliśmy, zatrzymując się tylko na najbardziej spektakularne widoki. Autostopowicze szukający wind do granicy wyłożili boki trasy, trzymając znaki z napisem frontera lub po prostu chile. Minęliśmy pracowitych rowerzystów, którzy wspinali się po wzgórzach z przymocowanymi do pleców matami do spania. Machali do nas machająco, a my pomachaliśmy do tyłu, pełni zadowolenia, jakie przynosi doskonała technologia.

Wiedząc, że jesteśmy mniej niż sześć mil od San Mart? N de los Andes, najbardziej wysuniętego na północ punktu naszej podróży i końca trasy, wcześnie wieczorem zatrzymaliśmy się w Paihuen, winiarni z tarasem z widokiem na jezioro L. samochód, w którym łodzie manewrowały w wodzie, tak daleko pod nami wyglądały jak zabawki do kąpieli. Wcześniej pozwalaliśmy sobie na szklankę Torrontes, z bolącymi mięśniami, wjechaliśmy rowerami do San Mart? N. Po zameldowaniu się w Caba? Jako Nonthue, kolekcji prostych drewnianych kabin zaprojektowanych specjalnie dla zestawu narciarskiego, zrobiliśmy sobie szybką, bardzo potrzebną drzemkę. Kolacja odbyła się w El Regional, inspirowanej domkiem narciarskim restauracji z żyrandolami wykonanymi z poroża, która serwuje doskonałe patagońskie specjały, takie jak dziczyzna w czerwonym rago? T.

© Javier Pierini

Dzień 3: Powitanie powitalne

Otrząsając się z efektów posiłku z poprzedniej nocy, niechętnie ruszyliśmy w drogę powrotną następnego dnia rano, podejmując spontaniczną decyzję o zjechaniu nieutwardzoną drogą do brzegów jeziora Meliquina. Rodziny pływały kajakiem po jeziorze, które lśniło ciemnoniebiesko w słońcu. Na lunch wybraliśmy restaurację o nazwie Refugio Lago Meliquina, miejsce z drewnianymi belkami, w którym uśmiechnięte młode kobiety w sukienkach podawały nam mały talerz wędzonego sera, oliwek i pasków sarny, a następnie skwierczące danie z doskonale ugotowanego świeżego pstrąga i warzyw wraz z mroźnymi kuflami domowego piwa. Kiedy pomarszczony gauczo zatrzymał się na koniu i wszedł do środka, uścisnął wszystkie nasze dłonie i patrzył, od dziobów po buty i chustę, jak gdyby wyszedł prosto z obrazu Pampasów Florencio Molina Campos, było prawie za dużo.

© Javier Pierini

Gdy później wieczorem wróciliśmy do Bariloche, nad krajobrazem wzniósł się ogromny księżyc, który stopniowo przybrał barwę brązowego pyłu i wyglądał z wnętrza naszych hełmów jak na powierzchnię Marsa. Wjechaliśmy do miasta w ciemności, odrywając się od motocykli z uczuciem ulgi, że to zrobiliśmy, i żałujemy, że nie było nic więcej. Porzucając prysznice, udaliśmy się bezpośrednio do El Boliche de Alberto, od dawna uznanego grill (steak house), w którym zamówiliśmy porcje 17-uncji bife de chorizo stek i kilka butelek Malbecu. Wznosząc toast za nasz brak wypadków z lekkim lekceważeniem faktu, że było to spowodowane raczej szczęściem niż umiejętnościami, uzgodniliśmy, że wkrótce zaplanujemy kolejną podróż. Kondory, takie jakie były, znów będą latać.

Patagonian Pit Stop

San Carlos de Bariloche

El Boliche de Alberto: Duża porcja grillowanej argentyńskiej wołowiny na dwie porcje jest idealna jak podręcznik. Entr? Es $ 10– $ 18.

Villa La Angostura

El Mercado: kompleks handlowo-restauracyjny z jasnymi mieszkaniami.

Nicoletto: Ravioli z bakłażana i sorrentinos z pstrąga to potrawy na zamówienie tutaj, gdzie koniecznością są rezerwacje. 165 Blvd. Pascotto; 54-294-449-5619; entr? es $ 9– $ 12.

San Mart? N de los Andes

Caba? As Nonthue: Te proste, ale wygodne drewniane kabiny mogą pomieścić do ośmiu osób i są świetną wartością.Podwaja się od $ 58.

El Regional: restauracja z bezproblemową obsługą, dobrą listą win i potrawami Patagonii. Entr? Es $ 15– $ 17.

Winiarnia Paihuen: Widoki na jezioro to wystarczający powód do podróży z miasta.

Refugio Lago Meliquina: Małe talerze w tym miejscu X-letnim 40 dobrze pasują do piwa warzonego na miejscu. 54-297-242-2997; entr?es $7–$25.

Enduro Austral, rodzinna operacja, prowadzi wycieczki po Argentynie i Chile. Czterodniowe wycieczki od 3,000 $ za osobę.